Katarzyna Podgórska • 20 styczeń 2010 • Pismo

I jak tu usiedzieć spokojnie…

Tonące w zimowym półmroku uczelniane korytarze, przez które pełznie zszarzała ludzka masa nie nastrajają, aby myśleć, że to miejsce i ci ludzie mogą z siebie wykrzesać coś więcej niż trwogę nadchodzącej sesji i depresyjne pomruki na temat życia na tym łez padole.

Co jeszcze może się zdarzyć, gdy kolejne spotkanie koła naukowego nie wypala, idea wyjazdu studenckiego umiera powolną i bolesną śmiercią z braku chętnych, a imprezy rocznikowe kończą się po pierwszym piwie. Społeczność ogólnorocznikowa, a także poszczególne jej plemiona współdziałają ze sobą tylko na skrzynce mailowej przesyłając sobie literaturę i zagadnienia do egzaminów. W leczeniu tej coraz powszechniejszej choroby nie pomoże nawet przesławny i wszechmocny Vicodin.

Antydepresant bez recepty

Sytuacja jednak nie jest do końca beznadziejna. Zanim obudzi się w nas wiosenny wigor niezłym motywującym kopniakiem będzie uczelniany lip dub. Ale o so chosi?? – zapyta wielu z was. Idea jest prosta – jedna kamera, jeden energiczny przebój, jedno ujęcie i cała masa spontanicznych osobników, odważnych na tyle by móc wystąpić w autorskim teledysku. Tutaj każdy ma swoje 5 minut – a raczej 5 sekund, bo akcja w tym klipie toczy się nader szybko… i uwaga chodzi o to, żeby wszystko wypaliło bez montażu. Wystarczy tylko poruszać ustami zgodnie z teksem piosenki i efektownie popisać się przed kamerą, no i oczywiście nie bać się jakichś wpadek, które z pewnością się zdarzą. Efekt murowany! Sława gwarantowana jeśli nie w wymiarze globalnym to przynajmniej wśród braci studenckiej. Najbardziej efektowne lip duby jednoczą we wspólnej akcji nawet kilkaset osób – jak ten, który stworzyli studenci Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa z UAM z Poznania w grudniu 2009 roku.

Spontan pod kontrolą

Nie ma granicy wieku. Studenci wcale nie mają monopolu na tworzenie takich lip dubowych klipów. Znajomi z biura po godzinach też mogą nakręcić świetny film – liczy się przede wszystkim zaangażowanie. To dosyć nowatorska metoda służąca spajaniu grupy i odreagowaniu stresów związanych z miejscem, w którym spędza się dużą część doby. Praca przy lip dubach uczy też dystansu do siebie – bo przecież zawsze można się przebrać, poszaleć powygłupiać się. Jednak najlepsze „spontany” zwykle są całkiem nieźle zaplanowane – nad tym już czuwa reżyser – to on zarządza kolejne powtórki bo np. kamerzysta przegrał w przypadkowej i nierównej walce z drzwiami i nadaje spójności różnym spontanicznym wybrykom przed kamerą.

Wielotygodniowe próby na sucho i zmęczenie uczestników wcale nie zrażają lip dubówców. To sprawia, że takie akcje stają się świetną wizytówką uczelni, firmy czy też każdego innego środowiska. Internauci przesyłając sobie wzajemnie dany filmik resztę piarowskiej roboty zrobią za nas.

A co słychać na UPJPII? Coś z musicalu Grease czy może “Feel The Rush” Shaggy’ego, albo inną energiczną nutę, która pomoże odkleić z nas etykietkę sztywno wykrochmalonej katolickiej uczelni.

Do ramki:

Nazwa Lip-Dub pojawiła się w 2006 roku i pochodzi od poruszania ustami (lips) do słów piosenki (jak w dubbingu). Lip-dub charakteryzuje się czteroma cechami [1]: spontanicznością, autentycznością, współuczestnictwem całej grupy w danym przedsięwzięciu, aby czerpać tym więcej zabawy im więcej się współpracuje ze sobą. Pierwszy polski uczelniany lip dub postał na UEK w Krakowie.

Polecane linki:

Lip Dub – Flagpole Sitta by Harvey Danger from amandalynferri on Vimeo.

———–
[1] Lip Dub Video Clip Captures Essence of the Web — Spontaneity, Authenticity, Participation, Fun, 5-June-2007, Tom Johnson oraz
http://www.washingtonpost.com/wp-dyn/content/article/2007/11/08/AR2007110802060.html

Skomentuj

statystyka